Poradnik Sukcesu

możesz zmienić jutro,

dzięki decyzjom, które podejmiesz dzisiaj...


Czy naprawdę warto podążać za marzeniami...?



Dawno, dawno temu, kiedy niezmierzone połacie lasów i falujących trawą łąk pokrywały tereny naszej ojczyzny, a czas upływał niespiesznie, żył sobie pewien koń o imieniu Gniady. Był własnością, słynącego z wielkiej chciwości i okrucieństwa, Bartłomieja z Grzmiącej Wody.

Codziennie, bladym świtem, odkąd Gniady sięga pamięcią, gospodarz przerywał mu słodki sen i pokrzykując, szturchając i wymyślając od nierobów, wiązał mu uprząż. Prowadził następnie do kierata, przy którym koń pracował aż do zmroku. I tak dzień w dzień, już czternasty rok. Aby nie rozpraszać Gniadego widokiem kwiatów i motyli na łące, Bartłomiej założył mu na oczy skórzane klapki.

- Niech się szkapa skoncentruje na robocie, mamrotał pod nosem.

I tak upływał dzień za dniem, a koń tracił siły i wzrok. Praca dosłownie wysysała z niego całe życie. Nie wiadomo, jakby się to wszystko skończyło, gdyby nie pewne dziwne zdarzenie.

W pewien piękny, czerwcowy wieczór kierat odmówił posłuszeństwa. Pękła belka konstrukcyjna. Gospodarz musiał wyprząc konia i zająć się naprawą. Na ten czas, Gniady opuścił swoje miejsce pracy i ruszył na pastwisko.

Słońce chyliło się już ku zachodowi; słychać było śpiew ptaków. Nad ziemią unosiła się woń kwiatów i ziół. Choć Gniady doświadczał tego już nie raz, poczuł się jakoś inaczej. Ogarnął go błogi spokój. Mógł tak trwać w letargu w nieskończoność.
Nagle zauważył na horyzoncie...biegnącego konia. Tak, to nie pomyłka. Wspaniały, biały rumak podążał w jego kierunku. Niemalże płynął nad trawami, z zadziwiającą lekkością przeskakując kępy rozłożystych krzewów. Teraz dopiero, Gniady zauważył wspaniałe, wielkie skrzydła rozpostarte w locie. Stanął jak wryty. Nigdy w życiu nie spotkał jeszcze takiej istoty.

Gdy tak tkwił w odrętwieniu, "zjawa" odezwała się do niego:

- Chodź za mną. Nadeszła twoja godzina wolności. Pokażę ci wszystkie wspaniałości ziemi. Galopując przez łąki i lasy poczujesz w nozdrzach oszałamiający pęd powietrza. To naprawdę wspaniałe uczucie.

- Nie mogę, odpowiedział Gniady. Należę do Bartłomieja. Całe życie pracuję dla niego. Co mój Pan zrobi beze mnie? Kto uciągnie jego kierat?

- Nie musisz tego robić. Jesteś wolny i niezależny. Spójrz na mnie. Robię to, co uważam za słuszne. Tylko ja mam władzę nad samym sobą. Możesz żyć tak jak ja. Uwierz mi, że naprawdę warto. Spróbuj.

- Mówisz w sposób przekonywujący, odparł Gniady. Chyba zaryzykuję; raz kozie śmierć.

W tym samym momencie, poczuł jak z ramion wyrastają mu skrzydła. Pomyślał sobie, czy ja śnię? Ale to nie był sen. Gniady naprawdę stawał się pegazem. Ujrzał na horyzoncie pulsujące światło, które jak magnes przyciągało go do siebie. Wreszcie poczuł, że żyje. Nabrał niesamowitej mocy i wiary w siebie. Wraz ze swoim nowym przyjacielem ruszył z kopyta ku swojemu nowemu przeznaczeniu. Podążył za marzeniami.

Pomóż innym rozwinąć skrzydła